niedziela, 17 marca 2013

Zaleglości...


Przepraszam za długie nieodzywanie się. Po prostu brakuje czasu. Dzieje się…

W ostatnich tygodniach:

1)      Wizytowaliśmy najbardziej elitarne przedszkole w Mansie w celu pozyskania informacji, jak możemy polepszyć własne podwórko. W związku z tym w naszym przedszkolu już po kilku tygodniach widać wyraźne zmiany. Zmodyfikowany plan zajęć, nowe piosenki, pewne nowe metody nauczania zaszczepione w naszych nauczycielkach, nowe wiaderka na wodę przed każdą klasą, linie i kratki wymalowane na tablicach. Nowością są także malunki na murze wokół przedszkola i w insace – takiej afrykańskiej altance, których tworzenie pochłania nas ostatnio. 


2)      Jesteśmy zalewani paczkami od przyjaciół z Polski. Ich ilość jest naprawdę zdumiewająca! Nie jestem w stanie zliczyć osób, które włączają się w różne akcje, zbiórki na rzecz naszej misji. To naprawdę wspaniałe! Dzięki Wam czujemy, że nie jesteśmy tutaj same. Czuję, że spełnia się może życzenie, o którym mówiłam w czasie posłania misyjnego. To nie tylko moja misja… Nie mam możliwości i czasu podziękować każdemu  z Was osobiście, niech uśmiechnięte buzie naszych dzieci będą dla Was nagrodą za waszą hojność. Jeśli chodzi o dystrybucję rzeczy, które dostajemy, staramy się zawsze szukać szczególnych okazji. Zdarza się, że paczkę, która planowo miała dojść na Boże Narodzenie, dostaliśmy w lutym, więc musimy szukać innych rozwiązań. Najbliższą akcję z rozdawaniem ubrań planujemy w okolicach Wielkanocy. Poza tym część rzeczy, zwłaszcza zabawki i przybory szkolne, wykorzystujemy jako nagrody w różnych konkursach w oratorium lub po prostu oddajemy do przedszkola.

3)      Mieliśmy tygodniowe spotkanie wszystkich polskich wolontariuszy w Zambii. Kolejny bardzo miły czas spędzony w Lufubu. Miły, acz nie do końca taki, jak sobie zaplanowaliśmy Najpierw malaria moja i Ilony, potem śmierć ks. Feliksa w Ośrodku Misyjnym i niespodziewany, przyspieszony powrót do Polski ks. Romka. Później dalsza fala chorób: Monika, Krzysiek i Tomek zatrzymani w szpitalu… Czekając na powrót naszych chorych, zastanawialiśmy się, o co w tym wszystkim chodzi. Dostaliśmy niezłą powtórkę z lekcji o zaufaniu i pokorze. Ktoś mądry wymyślił kiedyś sposób na rozbawienie Pana Boga. Wystarczy Mu powiedzieć o swoich planach. Przekonaliśmy się o tym ostatnio w Lufubu. W sam raz na Wielki Post – Boża lekcja na poziomie podstawówki. 

      Głównym celem przyjazdu księży z SOMu było kręcenie filmu o polskich wolontariuszach. Lufubu, Mansa, Kabwe i Lusaka. Kilka dni na każdej z tych placówek zaowocowało zebraniem materiału, który będzie służył Ośrodkowi Misyjnemu m.in. do promowania dzieła misji. Pracowity czas, ale pełen radości.

Jednym z punktów pobytu w Lufubu była wycieczka nad pobliski wodospad. Cała ciężarówka dzieciaków, polscy wolontariusze i księża. Kąpiel, opalanie, nauka pływania, a potem obiad. Wielka radość dla dzieciaków no i oczywiście dla nas. :)

 
4)      Przeżyliśmy Walentynki (które dla mnie i Beti były jednocześnie okazją do świętowania naszych 6 miesięcy w Zambii). Wieczorna impreza w elitarnym składzie trzech sióstr i trzech wolontariuszek w rozkładzie narodowościowym: 2 Zambijki, 2 Włoszki i 2 Polki, była okazją do wylania wielu łez radości. Dawno nie śmiałam się tak, jak w czasie walentynkowego przedstawienia, które przygotowały nam siostry.

5)      Pożegnaliśmy Beatrice, wolontariuszkę z Włoch, która była z nami przez 2 miesiące. Szkoda… Choć tak krotko byłyśmy razem, bardzo się zżyłyśmy i naprawdę żal było nam ją żegnać. Czas jednak jest bezlitosny… Sama coraz częściej już myślę o własnym powrocie do Polski i wiem, że nie będzie mi łatwo zostawić tego wszystkiego, co tu mam…

6)      Dostałyśmy w darze od jakiegoś ambasadora z Lusaki pralkę! Ta wiadomość bardzo nas ucieszyła, bo posiadanie pralki zaoszczędzi nam wiele czasu i energii. Niestety po podłączeniu jej zrobiło się jakieś zwarcie i pralka nie działa jak należy. Jedyna jej działająca funkcja to wirowanie… przez pół dnia pomagałam znajomemu elektrykowi ją naprawić. Bezskutecznie. Czekamy teraz na kogoś innego, kto stwierdzi, co jest zepsute. Potem prawdopodobnie trzeba będzie odtransportować ją z powrotem do Lusaki do naprawy. Może przed naszym wyjazdem do Polski uda nam się jeszcze jej użyć. :) Tego samego dnia, kiedy walczyliśmy z pralką, podczas oglądania bajki w oratorium usnęło mi na kolanach dziecko. Usnęło, a potem się zsikało… W nocy kot wskoczył do mojego łóżka. Rano znalazłam w nim kocia kupę… Takie dni też się tu zdarzają. :) Sprowadzają nas na ziemię…

7)      A właśnie! Kot! Od kilku dni mamy małego kotka, przygarniętego od polskiego misjonarza z Kazembe. Póki co mieszka ze mną i Beti, bo boimy się, że zjedzą go psy. Jak będzie trochę większy i bardziej samodzielny, będzie musiał się z nimi zaprzyjaźnić. Póki co coraz bardziej łobuzuje i jest naszą domową pociechą.

8)      No i jeszcze Dzień Kobiet… To były ostatnie dni przed wyjazdem Beatryce, więc siostry zaprosiły nas na pożegnalną wycieczkę do Samfii nad jezioro. Zapas jedzenia, grillowana świeża rybka, gry, stroje kąpielowe i przygotowana wcześniej droga krzyżowa, którą odprawiłyśmy na plaży. Fajnie, cieszę się z tego wspólnotowego wyjazdu, bo w codziennym zabieganiu jest naprawdę mało czasu na integrację z siostrami i ze sobą nawzajem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza